piątek, 27 lutego 2015

Niezapomniana przygoda... LAURA CONTI - Krem do rąk... słodkie migdały

Witajcie, dzisiaj napiszę o problemie chyba każdej kobiety (na pewno jest to mój problem :)) , która wykonuje domowe porządki, lubi pracę manualne :) (niektóre techniki strasznie niszczą skórę dłoni) albo ich skóra nie lubi zimy czy innej pory roku. W moim przypadku mnie te trzy punkty dotyczą, ale nie zostawiam moich problemów naturze tylko sama je naprawiam (noo... w sumie niektóre tylko problemy natury naprawiam :) ale to już inna bajka ). Więc na ten konkretny problem wybrałam się do Rossmanna, w poszukiwaniu kremu do rąk. Ogólnie te poszukiwania wyglądały dosyć komicznie ponieważ co już znalazłam jakiś krem, który wydawał się dobry (ładne opakowanie, wielkie obietnice producenta oraz cena). To   po chwili jakimś dziwnym trafem  moja nie pewność co do produktu brała górę i produkt trafiał z powrotem na półkę. Ogólnie kryteria ,które sobie założyłam też nie pomagały w podjęciu decyzji (dobra cena (to jest bardzo ważne ), produkt nie może uczulać (no na nic innego nie jestem uczulona tylko na niektóre składniki kosmetyków :)) oraz żebym rozumiała większość słów, które producent chcę mi przekazać (ten punkt w niektórych przypadkach nie jest brany pod uwagę)). Możecie uwierzyć albo i też nie ale po ok. 30 minutach ja nadal nie wiedziałam jaki krem pójdzie ze mną do domu jeszcze do tego nie byłam sama w Rossmannie (Mężczyzna mój mi towarzyszyła, on w ciągu 30 minut odnalazł wszystkie produkty z listy... baaa a ja jeszcze byłam tam gdzie byłam). W pewnej chwili zniecierpliwiony do mnie podszedł i mówi:

On: Idziemy już do kasy
Ja: Poczekaj, jeszcze chwilka...,która jest godzina
On: 10:29
Ja jak się zorientowałam ile ja czasu szukam jednego głupiego kremu postanowiłam że wezmę pierwszy lepszy i tak do koszyka trafił krem do rąk firmy LAURA CONTI, który kosztował 3,49 zł.
No tak macie długą historie... teraz czas na kilka słów od producenta.

Zdjęcie ciutek rozmazane... ale spokojnie rozszyfruje wam te mróweczki :)
Pielęgnacyjny krem do rąk i paznokci o lekkiej konsystencji, idealnie wchłania się, nie pozostawiając uczucia lepkości. Doskonały do codziennej pielęgnacji rąk oraz do zabiegu manicure. Skoncentrowane aktywne składniki (olej rycynowy, olej ze słodkich migdałów, panthenol, wit. C, E) o działaniu silnie odmładzającym wyraźne regeneruje skórę, głęboko odżywiają. Krem przywraca sprężystość skóry, likwiduje oznaki wiotczenia, widoczni rozjaśnia plamy i przebarwienia. Niweluje uczucie szorstkości, łagodzi podrażnienia. Zabezpiecza przed wysuszaniem i szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Krem działa również wzmacniająco na paznokcie zmniejszając ich skłonność do rozdwajania się i łamania. Tyle słów od producenta. Teraz czas na mój monolog, postaram się wypowiedzieć krótko :) Zacznę od tego że cena naprawdę jest zadowalająca... Oprócz tego krem pachnie ładnie... Dosyć szybko się wchłania... Moje dłonie już nie przypominają tarki...Nie uczula (przynajmniej ja nie cierpię z tego powodu) Niektórych podpunktów nie mogę sprawdzić ponieważ moja skóra dłoni nie ma przebarwień, skórę mam dosyć młodą, więc jest jeszcze sprężysta... Ten produkt polecam... A tak na konie zdjęcie mocno artystyczne mojego autorstwa :D
No to na tyle do następnego :)
     

    

środa, 25 lutego 2015

Sabaton - 40:1... co dalej



Witajcie...
Wczoraj dopadło mnie jakieś przygnębienie... Z tej okazji nie robiłam nic innego tylko rozmyślałam (rozmyślałam o o tym co się dzieje na Ukrainie, czemu ludzie doprowadzają do takich sytuacji oraz jak ludzie cierpieli i cierpią na wojnach). Pogrążając się tak w moim smutku przypomniałam sobie jak mój Mężczyzna na początku naszej znajomości pokazywał mi teledysk zespołu Sabaton -  40:1 , (słuchając go wtedy bardzo się wzruszyłam). Wczoraj myśląc o takich sprawach... odtworzyłam go sobie ponownie chlip chlip wyobraźnia działała,  łezki leciały gdy czytałam tekst lecący na teledysku. Sabaton - 40:1 Idąc dalej tą myślą postanowiłam że obejrzę sobie kilka polskich filmów wojennych. Tak właśnie powstała lista filmów, które zamierzam w najbliższym czasie obejrzeć :






















































i to chyba na tyle... Może wy macie jakieś propozycje filmowe właśnie w gatunku wojennym. 

poniedziałek, 23 lutego 2015

Jak tanio wywołać zdjęcia

Nie wiem jak Wy ale ja uwielbiam zdjęcia, które są wydrukowane na papierze fotograficznym. Kiedyś w latach szczenięcych było mi to obojętne czy posiadam papierowe zdjęcie czy cyfrowe ale teraz gdy już troszkę dorosłam to uwielbiam  móc je dotykać, przekładać i takie inne. Nie wiem jak u was ale u mnie w mieście wydrukowanie jednej standardowej fotografii kosztuje aż 0,59 gr. Jak dla mnie to jest za dużo (wakacje, święta, spotkanie ze znajomymi, wspólne chwile wtedy robi się mnóstwo zdjęć). Spróbujmy to obliczyć... Spotkanie typu wspólne ognisko niech będzie 60 dobrych nie rozmazanych zdjęć cykniętych razy weźmy teraz policzmy razy 0,59 gr. to wychodzi 35,40 gr. (Tyle trzeba zapłacić aby umieścić wspomnienia z jednego spotkania na papierze)

Dobra dobra to tylko takie spekulacje teraz czas na żywe fakty. Poszłam któregoś pięknego dnia wydrukować ok. 190 zdjęć (no nazbierało się...) ale że szłam tam pierwszy raz myślę sobie... pewnie wydasz na tą przyjemność 40 zł i będzie okej. Wchodzę do fotografa dzień dobry i te sprawy, mówię że chciała bym wydrukować zdjęcia sympatyczna Pani mówi proszę bardzo...
Ile by Pani ich chciała wydrukować ...
Ja na to 190 zdjęć, ile by to kosztowało... ?
Yyyy 112,10 zł, na pewno chce Pani je wydrukować...
Wie Pani co w takim razie na razie podziękuje... Do widzenia
Wyszłam taka zdegustowana, ale stwierdziłam że może wszechmocny internet ma coś do zaoferowania.
Wpisałam... internetowe wywoływanie zdjęć najtaniej ENTER
I coo... znalazłam skorzystałam ze strony photobox na której była promocja... Na tą chwilę nie pamiętam ile zapłaciłam ale to było mniej niż 40 zł z przesyłką. Zdjęcia dotarły szybko, w idealnym stanie.
Takich stron jest mnóstwo... Ceny za pakiet 100 zdjęć mają naprawdę niskie. Wystarczy tylko chwilkę poszukać.

sobota, 21 lutego 2015

Butelkowa sprawa

Nie wiem czy wiecie ale lubię różne zabawy manualne :) Tak szperając w internecie znalazłam coś co idealnie zajmie moje dłonie :) Jest to.... Jest to takie cuś znalezione na tej stronie -> Link
No okej koniec tajemnic zamierzam zrobić butelkową techniką pufę. Jedynie co będzie takie same to pomysł pufy. Kształt zaplanowałam że będzie to  kwadrat, który uzyskam z butelek kwadratowych takich jak np. po wodzie mineralnej. Nie wiem w jakich będzie kolorach ta pufka, bo na takie decyzje jest jeszcze za wcześnie :) Wiem niestety że to nie będzie kolor różowy mój ukochany na takie coś się nie zgodzi :) Ogólnie jestem na etapie zbierania butelek. mam ich już około 15... niestety jeszcze za mało. Zamierzam się z wami podzielić efektem. Również jestem ciekawa czy taka pufa utrzyma dorosłą osobę :) Co jak co na te i inne pytania ,które mnie i was nurtują odpowiem jak zrobię taką pufę. Trzymajcie za mnie kciuki i czekajcie na relacje z butelkowej sprawy :)  



czwartek, 19 lutego 2015

Różana prawda

 Zgadnijcie ile te kwiaty mają dni ? 

No właśnie ile one mają dni ?? Żeby rozwiązać tą zagadkę cofnijmy się do 14 lutego, w ten o to dzień mój mężczyzna poszedł rano do sklepu po bułki. Jak poszedł tak wrócił i oprócz bułek przyniósł żółte róże. W walentynki wyglądały one  jak by były lekko zmęczone. Nie była to wina mojego mężczyzny tylko supermarketu w,którym one były kupione (później mi powiedział że inne gorzej wyglądały). Te zdjęcie zostało zrobione 17 lutego, kwiaty wyglądają jak by miały już z tydzień. Taka sytuacja nam się pierwszy raz zdarzyła. A jak wam minęły walentynki ? Czy w ten dzień któraś z was zmieniła status na narzeczona :)

wtorek, 17 lutego 2015

Poważna informacja

Pamiętacie jak wam w walentynkowym wpisie wspominałam o Szymonie, który potrzebuje naszej pomocy (Walentynkowy wpis). W tym właśnie wpisie mówiłam wam że raz na jakiś czas będę wam o nim przypominać. Ale zmieniły się troszkę plany, zmieniony plan wygląda tak... W lewym górnym rogu widnieje baner(dzięki któremu możemy pomóc Szymonowi wyzdrowieć), baner będzie widniał na moim blogu do końca zbiórki. Żeby mu pomóc wystarczy kliknąć w ten baner i on nas przekieruje w odpowiednie miejsce :) Oprócz tego jeśli nie masz funduszy na wsparcie tego maluszka to pomóż mu w inny sposób... Każdy sposób jest dobry.

 Pamiętajcie że Szymona profil można znaleźć na facebooku Strona Szymona
To wszystko w tym temacie w razie jakichkolwiek pytań skontaktuj się z mną lub przez stronę chłopca z jego rodzicami.

  

poniedziałek, 16 lutego 2015

Cake popsowa katastrofa

Nie wiem... Od jakiegoś czasu nie wychodzi mi nic ze słodkich wypieków... Robię sama, nie wychodzi....Robię z psiółami nie wychodzi... We mnie leży problem czy co :) ... Ale na chwilę skończę tą histerię i zacznę od początku.


Pewnego pięknego dnia siedząc z moją psiółką, rozmyślając nad egzystencją życia w między czasie wpadliśmy na pomysł żeby zrobić ciasteczkowe lizaki czyli cake popsy. Nie minęła chwila a my już siedzieliśmy przed komputerem w poszukiwaniu dobrego przepisu (klik klik klik mhmmm ) Eureka... mamy coś co nas zainteresowało przepis (nie będę wam podawać przepisu tylko wam podam link do niego -> Przepis Ceke pops)  No tak mamy chęci, wony czas, przepis, prawie wszystkie produkty... Wystarczyło dokupić resztę rzeczy i zacząć przygotowania :) do tej pory wszystko szło idealnie ale... właśnie teraz przechyliło się wiadro nieszczęść. Zacznijmy od jednych z pierwszych czynności, pokruszone ciasto mhhh ciasta nie mamy ale ciastka korzenne na pewno się nadadzą... O nieee ale jak je rozkruszyć... :D
Psiółka: Masz blender
Ja: Nie
Psiółka: To co teraz zrobimy?
Ja: Poczekaj....
Myślę......żarówka się zaświeciła...
Ja: Mam młotek, owiniemy go czymś i lecimy
Psiółka: ???? No dobra
Jak powiedziałam tak zrobiłam, młotek bardzo dobrze zdał swój sprawdzian... Później już myśleliśmy że wyszliśmy na prostą ... Wszystko ładnie wymieszaliśmy, włożyliśmy do zamrażalki, poczekaliśmy, zrobiliśmy małe kuleczki, nabiliśmy na wykałaczki i znowu do zamrażalki. W czasie gdy kulki były w zamrażarce psiółka zaczęła rozpuszczać czekoladę w garnuszku (czekolada zaczęła się przypalać... no nie... kolejna katastrofa... po dłuższej chwili sytuacja została opanowana ) ale nie na długo, gdy minął czas leżakowania kuleczek trzeba było je pomaczać w czekoladzie... się zaczęło... wkładając ciasteczkową kuleczkę do gorącej czekolady kuleczka zaczęła się rozpadać... no rzesz kur.. ile to można.... z 20 sztuk nam wyszło z 7... i to nie takich wcale idealnych... zdegustowane sytuacją cake popsową  stwierdziliśmy że więcej chyba do tego tematu nie podejdziemy. Obrażone stwierdziliśmy że nawet tych kilku lizaków nie zjemy, wsadziliśmy je do zamrażalki. Po jakimś czasie gdy zapomniałam o tej katastrofie zobaczyłam mojego mężczyznę jak paraduje sobie cake popsem. Ja się pytam smakuje ? A on no pewnie bardzo dobre, czemu mi o nich nie powiedziałaś... Ehhh ważne że jakieś plusy z tego wyszły :) Pomimo tego że nam do końca nie wyszły pierwsze cake popsy to polecam wam ten przepis. Ponieważ był napisany zrozumiale, po kolei i wszystko było jasne.
A wy próbowaliście kiedyś przyrządzić cake popsy :)  

sobota, 14 lutego 2015

Serduszko tu... Czerwony tam

Nadszedł ten dzień 14 luty walentynki, dzień zakochanych przyznaje planowałam na początku napisać coś głębokiego, coś co na długo by weszło w wasze serduszka no ale niestety wena na głębokie rzeczy mnie opuściła :) Więc gdy nie ma głębokości i wielkich słów polecę w tandetę i złoże wam walentynkowe życzenia.  

Życzę wam aby ten dzień był dla was magiczny... Życzę wam tego abyście nie tylko w walentynki okazywali miłość swoim partnerom. Mówcie często jak bardzo jest ta osoba ważna dla was. Podkładajcie drewno do waszego miłosnego ogniska. Życzę wam tego wszystkiego w ten dzień :)


P.S. Postanowiłam co jakiś czas wam przypominać o Szymonie... Pomóżmy mu wyzdrowieć... Razem nam się na pewno uda...przypominam link do wpłacania pieniążków (nawet 1zł mu pomoże Pomóż Szymonowi  ) Powiedzcie o Szymonie swoim znajomym.... Podzielcie się jego historią na facebooku... 

środa, 11 lutego 2015

Okaż serce nie tylko swojej połówce...

Witajcie z okazji zbliżających się walentynek, chciała bym was zachęcić się do podzielenia się kawałkiem waszego serduszka. Ten chłopiec ma na imię Szymon, jest naprawdę fantastycznym dzieckiem niestety ma bardzo chore serduszko ( wchodząc w ten Link możesz poznać historie Szymona ) i tutaj rodzi się problem...
Ponieważ na drugi etap operacji jest potrzebne 37500 Euro !!!
Jest to bardzo dużo pieniążków, niestety też jest bardzo mało czasu na ich zebranie...

Dlatego właśnie pomóżcie mu osiągnąć cel... Pozwólcie mu móc jeździć rowerem, spotykać się ze znajomymi, mieć problemy typowe dla nastolatków, skończyć szkołę i znaleźć drugą połówkę :) Jako "ja" mało możemy zdziałać ale jako "my" doprowadzimy do tego że Szymon spełni swoje wszystkie marzenia.
(kliknij  -> Okaż serce ) Nie masz jak pomóc finansowo to powiedź swoim przyjaciołom o Szymonie (każda pomoc się liczy)... Razem damy radę... Jeśli chcecie być na bieżącą zapraszam was do polubienia strony Szymona na  facebooku Szymon

wtorek, 10 lutego 2015

1000 :)

Tysiąc to za mało tysiąc to za mało dwa tysiące by się chciało... 
A tak bez żartów właśnie dzisiaj stuknęło nam na blogu 1000 odwiedzin, jestem bardzo szczęśliwa :)
Życzę sobie z okazji pierwszego tysiąca więcej odwiedzin, sporo obserwatorów i troszkę komentarzy :)

A tak naprawdę cieszę się z tego co jest :) Dziękuję wam wszystkim :)
Jest to nasz wspólny sukces :)

poniedziałek, 9 lutego 2015

Skarpetki 3D i inne D

Nie wiem czy jesteście w temacie czy też nie ale jakiś czas temu bardzo modne zrobiły się ubrania  3D...



 Niestety a może i stety ja też zachorowałam na mode 3D. Tak właśnie o to jestem szczęśliwa posiadaczką 4 par skarpetek oraz popcorn-owych legginsów. Za legginsy zapłaciłam 19,40 zł plus 7,50 zł koszty przesyłki (oba produkty kupiłam na allegro ) gdy przyszły przez chwile myślałam że ten rozmiar "uniwersalny" jest dla mnie za duży (noszę S, a legginsy wyglądały jak by miały być na L) Gdy przymierzyłam  legginsy  pozytywnie zaskoczona zobaczyłam że leżą na mnie idealnie taka popcornowa skóra ( na mojej psiółce, która nosi M również legginsy leżały idealnie. Rozmiar L nie został sprawdzony.
Między jednym zakupem a drugim był odstęp ok 3 dni gdy moja druga psiółka  znalazła stronkę (na tej stronce były same duże ceny :)) gdzie te skarpetki kosztowały prawie 8 zł za parę to aż się złapałam za głowę (tyle za stópki, no bez przesady). No ale cóż coś trzeba było zrobić, zakochałam się w skarpetkach xD  Spokojnie spokojnie ta miłość nie zaburzyła mi zdrowego myślenia, więc trzeźwo myśląc postanowiłam poszperać i poszukać czegoś podobnego lub takiego samego w internecie, padło na allegro. Ceny wahały się od 4,10 zł do nawet 6,50 zł (dzisiaj patrząc najniższa cena wynosi 3,60 zł) ja za swoje zapłaciłam za sztukę 4,14 zł kupiłam 4 sztuki (nie byłam pewna jakości) + koszty przesyłki  9,80 zł. Gdy skarpetki przyszły wyglądały fajnie założone na stopę ( rozmiar 39) obrazek się nie zniekształcał. Po praniu nic się nie zmieniło. Kupie jeszcze nie jedną taką parę. Być może w późniejszym czasie skuszę się jeszcze na coś z kategorii 3D

P.S. Wracając jeszcze do tematu skarpetek po 2 tygodniach byłam w galerii handlowej i tam weszłam do, któregoś z tych markowych sklepów i co tam zobaczyłam ? No co tam zobaczyłam..... Te same skarpetki stópki co sobie kupiłam za 4,14 zł tam kosztowały.... uwaga.... kosztowały aż 19,99 za parę... Jak dla mnie kosmos cena...
A czy wy zachorowaliście na modę 3D ?

piątek, 6 lutego 2015

Problemy z internetem

Witajcie mam małe problemy z internetemi dlatego przez 3 dni nie będę miała dostępu do bloga. Wpisu możecie się spodziewać 9 lutego. Nawet jak mnie nie będzie odwiedzajcie bloga. Pozdrawiam 

poniedziałek, 2 lutego 2015

Galaretkowa wpadka

Dzisiaj poruszymy temat dosyć prosty, nawet dla zielonych kucharek. No ale ja to nawet obok zielonej kucharki nie stałam. Ale może zacznę od początku. Jakiś czas będąc w sklepie.... rozglądając się po sklepowych pułkach.... w moje oczy wpadło coś nowego....a mianowicie galaretka arbuzowa z Winiary (myślę sobie łał arbuzowa łał edycja limitowana i znowu łał arbuzowa) bardziej mnie przekonało do kupna to że galaretka była arbuzowa a nie słowa edycja limitowana :) No i tak galaretka zmieniła miejsce z półki sklepowej do ciepłego domku (oczywiście odpowiedni czas leżakowała w szafce bo mi się nie chciało jej zrobić) :)

No ale nadszedł czas zrobienia galaretki. W sumie co w tym trudnego :) Zagotować wodę... wlać wodę w miseczkę... otworzyć galaretkę... wsypać ja do miseczki jednocześnie mieszając... Nic trudnego.... No ale ja bym nie była sobą gdybym czegoś nie zepsuła.... W tym momencie jeszcze nie wiedziałam że zrobiłam coś nie tak o tym dowiedziałam się o tym później :) Włożyłam dobrze wymieszaną jeszcze nie galaretkę do lodówki i czekałam :) Gdy następnego dnia przyszła do mnie moja przyjaciółka ja dumna do niej chcesz spróbować arbuzowej galaretki ?
Ona: możesz dać
poszłam, wzięłam to co trzeba i idę dumnie jak paw z tą galaretką...
Ja: proszę
Chwilę później...
Ja: jak smakuje ci ?
Ona: nie czuje smaku
Ja: jak to ?
Ona: Za dużo wody dałaś...
spróbowałam i miała racje :) ehh ze mnie to chyba nie będzie perfekcyjnej kucharki :)
Więc tak się zakończyła galaretkowa historia. Oprócz tego że nie mogę stwierdzić czy galaretka arbuzowa była dobra to napiszę że ślicznie pachniała za to Winiary ma 10/10
Ale mogę wam obiecać że kiedyś jeszcze ją zrobię :)