poniedziałek, 16 lutego 2015

Cake popsowa katastrofa

Nie wiem... Od jakiegoś czasu nie wychodzi mi nic ze słodkich wypieków... Robię sama, nie wychodzi....Robię z psiółami nie wychodzi... We mnie leży problem czy co :) ... Ale na chwilę skończę tą histerię i zacznę od początku.


Pewnego pięknego dnia siedząc z moją psiółką, rozmyślając nad egzystencją życia w między czasie wpadliśmy na pomysł żeby zrobić ciasteczkowe lizaki czyli cake popsy. Nie minęła chwila a my już siedzieliśmy przed komputerem w poszukiwaniu dobrego przepisu (klik klik klik mhmmm ) Eureka... mamy coś co nas zainteresowało przepis (nie będę wam podawać przepisu tylko wam podam link do niego -> Przepis Ceke pops)  No tak mamy chęci, wony czas, przepis, prawie wszystkie produkty... Wystarczyło dokupić resztę rzeczy i zacząć przygotowania :) do tej pory wszystko szło idealnie ale... właśnie teraz przechyliło się wiadro nieszczęść. Zacznijmy od jednych z pierwszych czynności, pokruszone ciasto mhhh ciasta nie mamy ale ciastka korzenne na pewno się nadadzą... O nieee ale jak je rozkruszyć... :D
Psiółka: Masz blender
Ja: Nie
Psiółka: To co teraz zrobimy?
Ja: Poczekaj....
Myślę......żarówka się zaświeciła...
Ja: Mam młotek, owiniemy go czymś i lecimy
Psiółka: ???? No dobra
Jak powiedziałam tak zrobiłam, młotek bardzo dobrze zdał swój sprawdzian... Później już myśleliśmy że wyszliśmy na prostą ... Wszystko ładnie wymieszaliśmy, włożyliśmy do zamrażalki, poczekaliśmy, zrobiliśmy małe kuleczki, nabiliśmy na wykałaczki i znowu do zamrażalki. W czasie gdy kulki były w zamrażarce psiółka zaczęła rozpuszczać czekoladę w garnuszku (czekolada zaczęła się przypalać... no nie... kolejna katastrofa... po dłuższej chwili sytuacja została opanowana ) ale nie na długo, gdy minął czas leżakowania kuleczek trzeba było je pomaczać w czekoladzie... się zaczęło... wkładając ciasteczkową kuleczkę do gorącej czekolady kuleczka zaczęła się rozpadać... no rzesz kur.. ile to można.... z 20 sztuk nam wyszło z 7... i to nie takich wcale idealnych... zdegustowane sytuacją cake popsową  stwierdziliśmy że więcej chyba do tego tematu nie podejdziemy. Obrażone stwierdziliśmy że nawet tych kilku lizaków nie zjemy, wsadziliśmy je do zamrażalki. Po jakimś czasie gdy zapomniałam o tej katastrofie zobaczyłam mojego mężczyznę jak paraduje sobie cake popsem. Ja się pytam smakuje ? A on no pewnie bardzo dobre, czemu mi o nich nie powiedziałaś... Ehhh ważne że jakieś plusy z tego wyszły :) Pomimo tego że nam do końca nie wyszły pierwsze cake popsy to polecam wam ten przepis. Ponieważ był napisany zrozumiale, po kolei i wszystko było jasne.
A wy próbowaliście kiedyś przyrządzić cake popsy :)  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki waszym uwagom, ocenom, oraz podpowiedziom będę wiedziała jak rozwijać bloga. Więc komentujcie.