poniedziałek, 2 lutego 2015

Galaretkowa wpadka

Dzisiaj poruszymy temat dosyć prosty, nawet dla zielonych kucharek. No ale ja to nawet obok zielonej kucharki nie stałam. Ale może zacznę od początku. Jakiś czas będąc w sklepie.... rozglądając się po sklepowych pułkach.... w moje oczy wpadło coś nowego....a mianowicie galaretka arbuzowa z Winiary (myślę sobie łał arbuzowa łał edycja limitowana i znowu łał arbuzowa) bardziej mnie przekonało do kupna to że galaretka była arbuzowa a nie słowa edycja limitowana :) No i tak galaretka zmieniła miejsce z półki sklepowej do ciepłego domku (oczywiście odpowiedni czas leżakowała w szafce bo mi się nie chciało jej zrobić) :)

No ale nadszedł czas zrobienia galaretki. W sumie co w tym trudnego :) Zagotować wodę... wlać wodę w miseczkę... otworzyć galaretkę... wsypać ja do miseczki jednocześnie mieszając... Nic trudnego.... No ale ja bym nie była sobą gdybym czegoś nie zepsuła.... W tym momencie jeszcze nie wiedziałam że zrobiłam coś nie tak o tym dowiedziałam się o tym później :) Włożyłam dobrze wymieszaną jeszcze nie galaretkę do lodówki i czekałam :) Gdy następnego dnia przyszła do mnie moja przyjaciółka ja dumna do niej chcesz spróbować arbuzowej galaretki ?
Ona: możesz dać
poszłam, wzięłam to co trzeba i idę dumnie jak paw z tą galaretką...
Ja: proszę
Chwilę później...
Ja: jak smakuje ci ?
Ona: nie czuje smaku
Ja: jak to ?
Ona: Za dużo wody dałaś...
spróbowałam i miała racje :) ehh ze mnie to chyba nie będzie perfekcyjnej kucharki :)
Więc tak się zakończyła galaretkowa historia. Oprócz tego że nie mogę stwierdzić czy galaretka arbuzowa była dobra to napiszę że ślicznie pachniała za to Winiary ma 10/10
Ale mogę wam obiecać że kiedyś jeszcze ją zrobię :)

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzięki waszym uwagom, ocenom, oraz podpowiedziom będę wiedziała jak rozwijać bloga. Więc komentujcie.