czwartek, 27 października 2016

Brain Blasterz - Cukierki ekstremalne

Już od jakiegoś czasu interesuje się słodyczami ekstremalnymi, przeglądam, oglądam , rozmyślam i właśnie dzisiaj z okazji, że udało mi się kupić słodycz hardcorowy w stacjonarnym sklepie mam dla Was jego recenzję (zapraszam do czytania). 
Brain Blasterz kupiłam w sklepie Stokrotka, wcześniej w żadnym innym sklepie nie widziałam tego produktu. Opakowanie 48 gramowe kosztowało 4,99 zł, w pudełeczku o tej wadze mieści się czternaście ekstremalnych cukierków. W czterech smakach tj: jagody, jabłka, cytryny i arbuza na chwilę obecną tylko spróbowałam cukierka o smaku arbuza :)
Firmą, która jest odpowiedzialna za stworzenie tych cukierków jest  Brain Blasterz. 
Asortyment jest naprawdę interesujący, cukierki, żelki, lizaki, płyny, gumy, groszki. 
I co najlepsze wszystko jest utrzymane w ekstremalnej tematyce kwaśności, dla fanatyków takich słodkości jest to idealna marka. 
Strasznie ubolewam nad tym że te słodycze są tak ciężko dostępne.
Na spodzie pojemniczka jest papierowa "instrukcja" w której jest napisane, że jeśli zjemy więcej niż jeden cukierek w krótkim czasie to te cukierki mogą spowodować podrażnienie jamy ustnej.
Mnie po jednym cukierku szczypał język tak samą jak po zjedzeniu całej cytryny (oczywiście bez skórki). Przez to, że cukierek jest tak brutalnie kwaśny nie nadaję się dla małych dzieci.  
Niestety składu tych cukierków nie mogę Wam podać bo papierową instrukcję wraz ze składem wyrzuciłam do śmieci (a myślałam, że skład jest umieszczony na zdjęciu powyżej).
Jak już wcześniej pisałam próbowałam cukierka o smaku arbuza, po tej konsumpcji mogę powiedzieć, że cukierek ma trzy fazy kwaśności.
 Pierwsza jest odczuwalna od razu jak wsadzimy cukierka do buzi, tą kwaśność mogę porównać do gumy shock.
Druga faza uderza po czasie gdy się przyzwyczaimy do fazy pierwszej zdaję mi się, że ta kwaśność jest podobna do tej pierwszej. 
Później następuje przyjemna słodycz, która przy wcześniejszej kwaśności jest nie do opisania. 
Trzecia faza kwaśności pojawia się na prawie samym końcu cukierka, jest lekko musująca i jak dla mnie najbardziej kwaśna. Cukierek arbuzowy smakował jak arbuz.      
Nawet teraz gdy myślę o tych cukierkach to moje ślinianki szaleją. Przez to, że cukieraski są ekstremalne myślę, że na długo starczą :)
Po tych testach jestem bardzo mocno nakręcona na następne ekstremalne słodycze. 
Mam nadzieję, że w niedługim czasie będę mogła  kolejne takie szaleństwa spróbować. 

10 komentarzy:

  1. O chetnie bym te arbuzowe spróbowala ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Jak tylko o nich myślę to kwaśno mi się w buzi robi :D

      Usuń
  3. Od czytania zrobiło mi się kwaśno w buzi :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihihihi, masz tak czasami, że jak widzisz cytrynę to jest Ci kwaśno :)

      Usuń
  4. Bardzo rzetelna recenzja :-) Na samo jej czytanie poczułam kwaśnośa i napływ śliny w ustach ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) O proszę jakie doznania :)

      Usuń

Dzięki waszym uwagom, ocenom, oraz podpowiedziom będę wiedziała jak rozwijać bloga. Więc komentujcie.